Bez kategorii

Uciążliwe jelito drażliwe – Wywiad z Martą, zobacz jak choroba zmieniła jej życie

Zespół jelita drażliwego… choroba, która przez lata może pozostawać niezauważona. Dokuczliwie daje nam się we znaki, wywołując ostry ból brzucha i szereg innych nieprzyjemnych doświadczeń. Frustrująca dolegliwość, niejednokrotnie wpędzająca w zakłopotanie.

Po tym jak pokonałam mięśniaki, zapragnęłam nieco bardziej zainteresować się tematem zdrowia, naturalnych metod leczenia i sposobów radzenia sobie z wszelakimi dolegliwościami. W poszukiwaniu historii podobnych do moich poznałam Martę – młodą dziewczynę, z ogromną energią i pozytywnym nastawieniem do niemal wszystkiego, co znajduje się wokół.

Moja znajoma miała jednak pewien problem – nawracające bóle brzucha, setki wykonanych badań – żadnej konkretnej diagnozy, ogólne przemęczenie organizmu, irytacja i brak motywacji do podjęcia dalszych kroków. Problemem jej zmagań najprawdopodobniej jest zespół jelita drazliwego. Postanowiłam z nią porozmawiać i podzielić się tą rozmową z Wami, być może komuś pomożemy…

Zadzwoniłam do Marty i zasugerowałam spotkanie, zapytałam, czy chciałaby podzielić się swoimi doświadczeniami z innymi – zgodziła się niemal od razu. Umówiłyśmy się na spotkanie u niej i tak też się stało, nazajutrz siedziałam przy drewnianym okrągłym stole na werandzie, racząc się zimną lemoniadą.

Marta, rozmowę rozpoczyna od dość ciekawego porównania:

“Ja wyobrażam sobie jelito drażliwe jako małego dokuczliwego potworka, który przeprowadza prawdziwą rewolucję wewnątrz układu pokarmowego. Powoli nasila swój atak, by po 2 dniach cieszyć się z osiągniętych rezultatów – taka strategia, wywołująca nie tylko ból, lecz także ogólne osłabienie całego organizmu, uczucie zmęczenia, złe samopoczucie i pogorszenie stanu psychicznego. Bywa, że przez wiele miesięcy, a nawet lat, tajny prześladowca pozostaje nieuchwytny. Bezszelestnie zajmuje ciche i spokojne miejsce, by objawić swoją moc w najmniej odpowiednim momencie. Zespol jelita drażliwego? Dramat – “ratuj się kto może” ;)”

Pomimo iż opowiadała o dolegliwościach, które przez jakiś czas uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie, robiła to z uśmiechem na twarzy. Nie użalała się nad sobą, wręcz przeciwnie z niektórych sytuacji żartowała. Siedziałam i słuchałam – co jakiś czas zadając uzupełniające pytania typu “i co było dalej?”, Marta natomiast opowiadała….

Marta: “Wiesz, z jelitem drażliwym to jest tak, że opanowuje nie tylko układ pokarmowy, objawy są uciążliwe dla całego organizmu. Ja w początkowym etapie zmagania się z chorobą nie zdawałam sobie sprawy, że np. ciągłe zmęczenie, złe samopoczucie, empatia, brak motywacji do jakichkolwiek działań może mieć podłoże właśnie w mojej przypadłości. Czułam się ciężka, osowiała, brakowało mi energii i … te okropne bóle brzucha. Eh… dobrze, że jest już lepiej. “

Opowiedz coś więcej o tym jakie objawy daje zespół jelita drażliwego, jak to się zaczęło i kiedy zorientowałaś się, że wewnątrz Twojego przewodu pokarmowego jest coś nie tak.

Marta: “Ojeej, daaawno, dawno temu hehe. Z układem pokarmowym miałam problemy niemal od zawsze, moja mama do dziś wspomina, że kiedy inne dzieci w przedszkolu miały katar czy chorowały w jakiś inny sposób, ja notorycznie zmagałam się z problemami żołądkowymi (a raczej wspólnie się zmagałyśmy 😉 ). Wymioty, biegunki i inne hece… niespodziewanie o 12 w nocy – standard. Z czasem nieco się uspokoiło, przestałam zwracać uwagę na lekkie niedogodności po jedzeniu, wzdęcia i tym podobne historie. Nie mieliśmy pojęcia, że może to być właśnie zespół jelita drażliwego.

Problem nasilił się w liceum. Zaczęłam odczuwać ból pod żebrami, po lewej stronie. Zazwyczaj trwał on chwilę – po kilku minutach mijał i nie było po nim śladu. Pojawiały się też mdłości, wzdęcia, zaburzenia rytmu wypróżnień, no i… pierwsze nieobecności w szkole. Wtedy po raz pierwszy wybrałam się na wizytę lekarską.”

 

Ja: Jak to wyglądało? Czy czegoś konkretnego się dowiedziałaś?

Marta: “Coś Ty… tzn. wtedy wydawało mi się, że tak właśnie jest, wezmę leki, poleżę chwilę i tyle. Ale posłuchaj jak to wszystko się toczyło, bo to dość ciekawe…

Razem z rodzicami wybrałam się do przychodni rodzinnej. Tam uprzejma Pani doktor zbadała mnie i stwierdziła, że wypisze skierowanie do szpitala, gdyż bez badań nie jest w stanie stwierdzić, co dzieje się wewnątrz mojego przewodu pokarmowego. No więc, rada nie rada, po krótkiej dyskusji w samochodzie zdecydowaliśmy się pojechać od razu (i bardzo dobrze zrobiliśmy, bo gdyby nie to spędziłabym tam pewnie całą noc, czekając aż ktoś w końcu zdecyduje się mnie zbadać). Na poczekalni spędziłam jakoś 4 godziny – z bólem brzucha, zmęczona i mająca tej całej sytuacji po dziurki w nosie. Po wieczności spędzonej na krześle “przemiły” Pan doktor zaprosił mnie do gabinetu, i teraz koniecznie muszę przetoczyć dialog, który wówczas wywiązał się między nami:

-Dzień dobry, co Ci dolega?

-Dzień dobry Panie doktorze bardzo boli mnie brzuch?

-Ooo widocznie ma boleć. – Odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy, kołysząc się na krześle w tył i przód.

Z niechęcią jednak, zbadał mnie później…, coś tam ponaciskał, poprzyciskał, powiedział “no dobrze” i przypisał 4 opakowania najsilniejszych środków przeciwbólowych – tak zakończyła się wizyta, zero jakiejkolwiek diagnozy, pełna ignorancja. No ale cóż, wróciłam do domu, zażyłam “lek cud”, położyłam się i zasnęłam a gdy się obudziłam już nie bolało. Przez jakiś czas miałam spokój.”

 

Ja: Przez jakiś czas? Co było dalej?

Marta: “No właśnie, przez jakiś czas… w sumie to wcale nie musiałam czekać tak długo. Pamiętam, że nie długo potem trafiłam do szpitala po raz kolejny. Tym razem mogłam pocieszyć się nieco większym zainteresowaniem. Podpięto mi kroplówkę, zrobiono USG – pierwsze podejrzenie “ZAPALENIE WYROSTKA ROBACZKOWEGO” aaale szybko zmienili zdanie. Potrzebna była konsultacja ginekologiczna. No i tym sposobem okazało się, że mam cystę na jajniku i to miał być powód całego zamieszania ale jak pewnie się domyślasz nie był ;).

Z cystą zdecydowano się nie robić nic, miała zniknąć sama. Chodziłam na kontrole i faktycznie tak się stało. Po kilku miesiącach nie było po niej śladu – po niej i owszem, ból brzucha nie zniknął. “

 

Ja: I co zrobiłaś, kolejne badania?

Marta: Nie wyobrażasz sobie jaka byłam zniechęcona tym wszystkim. Już nawet zaczęłam się z tego śmiać – bo cóż innego zrobić. Przy kolejnym “ataku” – bo tak zaczęłam nazywać pojawiające się bóle – kolejny raz wybrałam się na wizytę do przychodni, która poskutkowała zleceniem badań krwi, kolejnym USG i posiewem moczu.

Badania oczywiście wykonałam, odebrałam, poszłam na kolejną wizytę, no i kolejny raz nie wyniknęło z tego nic konkretnego 🙂 Dostałam antybiotyk, Pani doktor powiedziała, że to zapalenie dróg moczowych i to wszystko. Nic więcej się nie dowiedziałam.

Później sobie odpuściłam… poszłam na studia, bóle brzucha nadal mnie męczyły jednak byłam świadoma, że cokolwiek zrobie to i tak nic to nie da. Bolało ale cóż… starałam się ignorować tego to wszystko.

Z czasem jednak okazało się, że ból i wszystkie dolegliwości z nim związane stawały się na tyle uciążliwe, że przeszkadzały mi w normalnym funkcjonowaniu. Momentami cieżko było mi siedzieć, chodzić, czułam się jakbym miała za chwilę zemdleć, pojawiły się mdłości i wymioty. No i kolejne badania…. nadal nic, nadal wszystko jest ok. Żadnych wzmianek o tym, że mogę mieć zespół jelita drażliwego…

Pamiętam nawet, że jedna z “przesympatyczna” Pani doktor, zarzuciła mi, iż wyolbrzymiam i powiedziała, że gdyby nie fakt choroby w rodzinie, nie zlecałaby mi dalszych badań. W tamtej chwili serio zgłupiałam i nie wiedziałam, co robić z tym fantem dalej…”

 

Powiem szczerze, że ten fragment wypowiedzi Marty bardzo mnie zirytował – no bo jak to… człowiek idzie do lekarza po pomoc, a on oskarża go o wyolbrzymianie…. nie jestem w stanie tego pojąć. Po krótkiej przerwie Marta kontynuowała opowieść.

 

Marta: “Dolegliwości nie ustępowały, stawały się coraz bardziej dokuczlowe. Coraz gorzej się czyłam. W tamtej chwili nie słyszałam nic o zespole jelita drażliwego. Nie miałam pojęcia, że coś takiego wogóle istnieje.

Średnio co roku, przechodziłam kolejne badania, z których nie wynikało nic konkretnego. Jeden lekarz pokusił się o stwierdzenie, że podczas poruszania się obniża mi się nerka i dlatego tak boli…

Diagnoza, za diagnozą, badanie za badaniem i nic.

Odwiedziłam wielu lekarzy z przeróżnymi specjalizacjami. Pewien neurolog z wieloletnim doświadczeniem wskazał mi pewną drogę. Powiedział, że jest coś takiego jak zespół jelita drażliwego, który mógł wystąpić na tle nerwicowym i że to w tym kierunku powinnam się badać. Powiedział, że leczenie zespołu jelita drażliwego polega głównie na zastosowaniu odpowiedniej diety i zmiany stylu życia. “

 

Ja: Jak to się skończyło, kiedy dowiedziałaś się o zespole jelita drażliwego?

“Po wizycie u Pana doktora zapisałam się do gastroenterologa, pobieżnie diagnoza potwierdziła się jednak z powodu koronawirusa nie mogłam zrobić dalszych badań. Dostałam dietę, która nieco mi pomogła, jednak ataki nadal się zdarzają. W tej chwili czekam na badania i kolejną wizytę w celu potwierdzenia iż to faktycznie zespół jelita drażliwego i podjęcia odpowiednich metod leczenia. Najprawdopodobniej czeka mnie kolonoskopia jelita grubego. Jeżeli będziesz zainteresowana, kiedyś mogę opowiedzieć Ci o kolejnych etapach leczenia.”

 

Marto, oczywiście, że będę! Wraz z czytelnikami kobietwdomu.pl serdecznie dziękujemy Ci, że opowiedziałaś nam swoją historię. Chcemy dowiedzieć się nieco więcej o zespole jelita drażliwego, diecie i sposobach radzenia sobie z dolegliwościami. Mamy nadzieję, że jeszcze z nami porozmawiasz ;).

Comments

comments

You Might Also Like